Po ilu zrzuconych kilogramach czuć różnicę?

Zastanawiasz się czasem ile trzeba zrzucić ze swojej wagi żeby autentycznie to odczuć? A może ważysz tyle co mała lokomotywa i zakładasz, że nie warto się odchudzać, bo przecież to długo potrwa, bo przecież przy takiej wadze 10 kg w tą czy w tamtą nie robi żadnej różnicy…

Jest oczywiste, że w porządnym odchudzaniu nie chodzi o spadek wagi, a spadek zawartości tłuszczu zapasowego w organizmie, który rzecz jasna też będzie powodował spadek wagi. Niemniej jeśli po 5 dniach odchudzania widzisz, że spadły Ci 3 kg to nie podniecaj się, nie zamawiaj od razu pizzy i kraty browarów, bo w początkowej fazie zazwyczaj spadek jest duży i wynika z utraty wody z organizmu (im mniej jesz węglowodanów tym więcej), resztek jedzenia… a im cięższy z Ciebie zawodnik to ten spadek będzie większy.

Pamiętać trzeba więc – spalamy przede wszystkim tłuszcz, a nie masę ciała! A to robi się odpowiednio zbilansowaną dietą, nie za dużym deficytem kalorycznym (chyba, że są ku temu powody), treningiem, uśmiechem na twarzy i conocną porcją seksu. No chyba, że nie lubisz…

Pochylmy się nad pytaniem wieszcza zadanym we wstępie – po cholerę mam się odchudzać skoro potrwa to wieki, „a przy moich gabarytach pietnoście kilo w tą czy w tamtą to jeden Kulson?„. Jasne, można tak myśleć, ale jeśli tego nie zrobisz to być może będziesz tyć dalej, czuć się gorzej i gorzej… a przede wszystkim – TEN CZAS I TAK UPŁYNIE – więc nie ma sensu go marnować!

I na koniec – kiedy poczuję różnicę? Odpowiem na swoim przykładzie, a jak wiecie mam sporo do zrzucenia – ale już pierwsze 5 kg były dla mnie odczuwalne, ciuchy stały się lżejsze, pewne czynności łatwiejsze (niekoniecznie chodzi o podcieranie tyłka), samopoczucie lepsze (to również wynik lepszego żywienia i regularnych treningów), kobiety same zaczęły mnie napastować…

Oczywiście – i to również z własnego doświadczenia – takie mini sukcesy poza satysfakcją i odczuwalnymi plusami mogą u osób, które przez dłuższy czas się zapuściły powodować skutki odwrotne, skłaniać do durnych myśli w stylu „wow, jak szybko to zrobiłem, czas na cheat meal!” czy też „zasłużyłem na nagrodę, trzeba dziś opierdzielić prosiaka i wypić pół litra„. A potem z jednego wieczora świętowania dochodzi do tygodniowego maratonu rozpusty…

Dlatego niektórzy wg mnie potrzebują na swojej fit-drodze pewnego rodzaju bata, nadzorcy, dozorcy, który będzie hamował ich zapędy, wspierał w trudnych chwilach, karcił, ale i nagradzał wtedy kiedy jest na to rzeczywiście czas.

Pomyśl o tym, bo może właśnie takiej osoby Ci brakuje i dlatego po raz kolejny nie udaje Ci się osiągnąć wymarzonej formy cokolwiek ona dla Ciebie oznacza. Bo robisz to dla siebie, a jeśli będziesz człowiekiem zadowolonym, zdrowym, uśmiechniętym z większym/mniejszym brzuszkiem to do tego dąż, a nie wpadaj w fit paranoję.

Zapytasz teraz czy może ja sam nie potrzebuję takiej osoby skoro tak długo nie udawało mi się? Słuszna uwaga, ale wiem, że nie, bo nie pozwalają mi na to moje ambicje i to wszystko co wydarzy się w przyszłości. Ja zawsze we wszystko wkładam 100% siebie i wszystko robię najlepiej. W końcu z nabieraniem kilogramów też tak było!

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *